Thursday, April 24, 2008

Kanion Colca














Nie ma tu czesto pradu a co dopiero internet. Tylko w duzych miastach. Jezdzimy nocami. Dotarlismy nad skraj i zamiast jak wszyscy wziac muly lub osly, zeszlismy na dno najwiekszego na swiecie kanionu z ciezkimi plecakami, ale na dole nam to wynagrodzilo, rajsko, kolibry, wielkie owoce, widoki wspaniale. Tylko ze rano pobudka i dalej. No i sie skatowalismy. Pomagal nam mul i osiol, ale szlismy na sniadaniu tylko w sloncu od switu do zmierzchu caly czas pod gore. Odwodniony ledwo dotarlem. Goraczka, wymioty, drzenie rak. Ale juz zyjemy, wzielismy kapiele w goracych zrodlach i nocnym autobusem ruszamy do Cusco. Wszystko jest inne niz w Europie. To naprawde odkrycie Ameryki, bo Polnocna jest przewidywalna. Musze konczyc, jestem na dworcu i odchodzi nasz autobus, nie udalo mi sie wrzucic masy zdjec ani tak naprawde niczego opisac ;) Nastepnym razem. Do odbioru.


Saturday, April 19, 2008

Arequipa

Po 12 godzinach lotu i 5 oczekiwaniu na lotnisku znalezlismy sie w piatke w Hotelu Espana w Limie. Kolonialny przepych centrum, budynki rzadowe otoczone tankietkami, na przedmiesciach bieda az strach i grupy wyrostkow z palami. Wszedzie jednak muzyka, jedzenie na ulicach, zdezelowane samochody, obrazki ktore moga przypominac Kube. Miasto brzydkie, sklejane z czego popadnie i tylko stare budynki piekne, ale w rozkladzie. Po ulicach biegaja wielkie karaluchy. Jedzenie bardzo dobre, te owoce! Zwinelismy sie jednak szybko. Wyruszylismy autobusem do Arequipy (miasta gdzie urodzil sie Mario Vargas Llosa). 17 godzin w autobusie. Serpentyny nad przepasciami, kierowca gna. W wielu miejscach krzyze. Krajobraz wiedzie prawie wylacznie przez gory, wokol pustynia. Autobus zatrzymuje sie tylko raz posrod gor, w betonowej stodole mozna zjesc tradycyjne potrawy. Twarze indianskie coraz czesciej. Chude psy. Ksiezycowe krajobrazy. Bieda, smieci, ludzie mieszkaja w budkach z byle czego. Ruch samochodowy w miasteczkach obledny, wszystkie samochody poobijane, ale wypadkow nie ma, choc to graniczy z cudem. Grupy wyrostkow tancza na ulicy albo zarabiaja czepiajac sie kazdego zajecia. Kazdy przy czyms sie krzata. Faceci popychaja sie, krzycza, by za chwile sie sciskac. Temperament. Latynosi. Indianie z wieksza rezerwa, posypiaja, indianki w chustach sprzedaja co popadnie. Ale zamierzamy uciec w gory juz za chwile. Musimy sie tylko aklimatyzowac. Teraz jestesmy na 2400. Spadam, nie mam tez szansy na zaladowanie zdjec. Upaly, upaly. Jestesmy spaleni sloncem. Z nienawiscia patrzymy na nasze termiczne ciuchy i buciory, musimy to tachac. Ale w gorach zima, wiec trzeba.

Wednesday, April 16, 2008

plastic money? ¡no funciona!

Przed wylotem do Ameryki Poludniowej chcialem wyplacic pieniadze z kredytowej karty, droga to impreza, ale nim wplynie kolejna pensja, nie ma wyjscia. Sciana nie dala kasy i dopiero wtedy zobaczylem napis flamastrem na bankowym murze-marmurze: 6 Abril. No funciona. I bankomat zatrzymal karte. Dlugie rozmowy z infolinia, moze karty nie zniszcza, zapraszaja jutro od 10.00 do biura. A ja przeciez mam lot! Dzwonie do Polski, jakis pajac powtarza co chwile "prosze pana o chwile cierpliwosci" i "dziekuje ze zechcial pan poczekac" i tak w kolko, trwalo to wiecznosc, nie pomogl w niczym, poinformowal jedynie, ze karta zostala obciazona! Lece wiec w powodz i bez forsy. Jestem prawdziwie wolny. Skad wiec irytacja?

Lekcje hiszpanskiego

Pobieram je w barach, oczywiscie zawsze i wszedzie obcokrajowcow uczy sie przeklenstw i wyzwisk, wiec potrafie juz o hiszpansku zelzyc porzadnie.

Oto kawalek lekcji wczorajszej, jak widac obemujacej szerokie spectrum miedzyludzkich relacji, wazna role pelni slowko tylek/tyleczek:

Que no me entere yo que ese culito pasa hambre.
Que me estas contando.
Vete a tomar por culo.

HOLA OLA!











Heavy rains flood parts of Peru

4/9/2008 PACORA, Peru -- Heavy rains have caused major flooding in parts of Peru. The rains have pushed rivers over their banks and have left many residents stranded in northern and western regions of the country. The flood waters have destroyed 300 homes, two schools and thousands of acres of farmland. Many highways located in the interior of the country have been cut off by the heavy rains. Hundreds of mountain villages have been isolated.
---
Przypomniala mi sie piosenka Kofty o Peru, spiewa Ewa Błaszczyk, poczatek tu: http://merlin.pl/MP3/54/62/4737962-U12.mp3

przystanek sol

Iberia tak sie zegna z pasazerami: "za chwile wyladujecie w porcie przeznaczenia", poki co traktuje to miejsce jedynie jako przystanek na drodze do P.

Tuesday, April 15, 2008

Madryt

Z Anka chodzilem do podstawowki i liceum, nie widzielismy sie lata.
Gadanie,
bary,
tapas,
malze,
kalmary,
piwo,
rozmowy, rozmowy,
miecho i wykalaczki,
gwar,
pestki rzucane na podloge,
kolejne ulice,
prawdziwe miasto,
uroda zycia.



































Koncowka zamazana

Monday, April 14, 2008

test

sprawdzam czy można publikować przez sms/email, może się przydać jeśli
będzie zasięg gsm

LECĘ!

NOCNE, ostatniochwilowe pakowanie:

plecak deuter aircontact pro 60+15

wór transportowy tatonka; buty: meindl, camper, teva, klapki; śpiwór yeti; mata quechua; 3xskary trekkingowe; spodnie: szelki jack wolfskin, 3in1 lafuma, ¾ alpinpro; kalesony termoaktywne devold; t-shirt devold, t-shirt diesel, długi rękaw, polar vulcan, boxeryx4, przywieszka adresowa, pasek skórzany, szara koszula, sweter merynos, kurtka softshell montano bugaboos, zegarek swatch

butla laken 1.5l, kubek z karabińczykiem, grzałka, worki na śmieci, suche jedzenie (batony corni, zupy), plastikowa piersiówka - żołądkowa gorzka,

kieszeń siatka: gps, zapalniczka, adresy,

wodoszczelna: ładowarka telefoniczna, ładowarka do aparatu z kablem + kabel usb, przejściówka do wtyczek, troki do daypacka

pas biodrowy: legitymacja press, bandana

klapa: czołówka, czapka, poncho przeciwdeszczowe, talerz alu + przybornik, krem z filtrem

łazienka: pasta, szczotka, dezodoro, żel/szampon

apteczka:taśma izolacyjna, jodyna, bandaż elastyczny, plastry, off, anapran, nifuroxazyd, węgiel, mikrofibra, nożyczki, bioparox, polopiryna, olbasy, traumel s, xxx

kieszeń na środku: lonely planet, notes+pisak, mapa

foto: ricoh gr digital II, sandisk 4GB shdc, 2x2GBsd, lowepro, czytnik usb

telefon, torebka na dokumenty, portfel, paszport, żółta książeczka szczepień, xero


Po południu jestem w Mardycie.

Saturday, April 12, 2008

Graty z podłogi


Dzisiaj kilka osób pytało mnie jak się przygotowuję. Hmm, no tak że upuszczam na podłogę w drugim pokoju przedmioty mniej lub bardziej à propos. Jutro ostra selekcja. No i czytam, co więcej?

Ostatni dzień, pierwsza noc

pracy, urlopu